\
Okiem
Filozofa |
Profilaktyka a wartości Umiar |
| Małgorzata Jałocho |
Nie wymyślono mądrzejszej i powszechniej uznawanej dyrektywy życiowej nad umiarkowanie. Prawie wszyscy mędrcy ludzkości zgodnie twierdzili, iż nie ma dobrego życia bez umiaru. I odwrotnie: niedostatek lub nadmiar prowadzą do nieszczęścia, utraty zdrowia, upadku moralnego itp. „Stary, dobry” Arystoteles pisze w „Etyce nikomachejskiej”: „jadło i napój, jeśli są zbyt obfite lub niewystarczające, niszczą zdrowie, w miarę natomiast używane (...) wzmacniają je i utrzymują (...) Tak samo rzecz się ma z męstwem i innymi cnotami. Kto od wszystkiego się uchyla i wszystkiego się obawia, (...) staje się tchórzem, kto natomiast w ogóle niczego się nie lęka, (...) ten doprowadza do zuchwalstwa, podobnie jak ktoś, kto używa wszelakiej przyjemności i żadnej się nie wyrzeka – do rozwiązłości”. |
|
Rozważania starożytnego filozofa są wciąż aktualne i oczywiste. Aż dziw bierze, że zasada umiaru była i jest tak często naruszana. Wydaje się, że dzisiejsze czasy szczególnie jej nie lubią. Współczesny człowiek, karmiony filozofią sukcesu, wyposażony we wspaniałe środki techniczne i medyczne, przepojony jest złudzeniem potęgi. Zapomina o swoich ograniczeniach, o tym, że jego siły psychiczne i fizyczne nie są niewyczerpane. Bierze na siebie zbyt wiele, nie oszczędza swej energii, goni za wciąż nowymi osiągnięciami i dobrami materialnymi. Nie potrafi się zatrzymać i odpocząć w ciszy, nawet podczas urlopu otacza się zgiełkiem i hałasem, jak gdyby bojąc się, że coś go ominie, gdy na chwilę wyłączy się z gonitwy i szumu informacyjnego. Iluzję wszechmocy podtrzymują
skutecznie media, obietnice reklamowe wielkich firm, gigantomania światowych
koncernów. Po co zwalniać szalone tempo życia, skoro medycyna tyle może,
a z reklam patrzą na nas wiecznie zdrowi i piękni, po cudownych operacjach,
kuracjach i tabletkach. Indoktrynowani przez kolorowy, wiecznie młody świat
telewizji i hurra-optymistyczną, oświeceniową wizję potęgi człowieka,
prawie uwierzyliśmy, że choroba, starość i śmierć nas nie dotyczą. Gdy
przyjdzie nieszczęście, obrażamy się na Pana Boga, zapominając niejednokrotnie,
że to my zgrzeszyliśmy pychą i wynikającym z niej brakiem umiaru. Umiar w pragnieniach i emocjachDo gwałtownych, nieumiarkowanych czynów i szybkiego, niezdrowego stylu życia skłaniają nas nadmierne pragnienia i niepohamowane namiętności: zazdrość, zawiść, chciwość, pożądliwość, nadmierna ambicja, żądza posiadania, a nawet zbyt wielka radość i podniecenie. Toteż mędrcy zalecali opanowanie namiętności. Trzeba do tego pracy woli i rozumu. Dzisiejsza kultura masowa nie sprzyja temu, gdyż „jeździ na emocjach”. Wmawia się nam, że ich natychmiastowa gratyfikacja jest jedynym kryterium spełnienia i szczęścia. Za wszelką cenę chcemy uniknąć przykrości, nieodłącznie związanej z powstrzymaniem się od czegoś, czy odmówieniem sobie jakiejś nieodpowiedniej dla nas rzeczy (np. ciastka) w imię wyższej racji (np. zdrowia) i późniejszej satysfakcji. Rozeznanie tej wyższej racji należy do rozumu, a podjęcie właściwej decyzji i jej wykonanie – do woli. Niestety, rozum często nakazuje zaczekać, przeczekać, zaniechać czegoś. A my nie potrafimy czekać, brakuje nam cierpliwości niezbędnej do zachowania umiaru. Wybujałe żądze nie pozwalają
na realistyczną ocenę sytuacji i własnych możliwości. Powodują np., że
nie dostrzegając ryzyka finansowego, „pchamy” się w zgubny dla nas interes.
Czynią nas też ślepymi na właściwą hierarchię wartości. Pracoholik, zniewolony
pragnieniem sukcesu, może zapomnieć o rodzinie i zrujnować swoje małżeństwo.
Także nieopanowane podniecenie osłabia naszą wyobraźnię i zdolność przewidywania
konsekwencji danego zachowania. To ostatnie jest konieczne dla uchronienia
nas przed złem, na co wskazuje stare mądre przysłowie: „Miłe złego początki,
lecz koniec żałosny”. Skutki nadmiernych namiętności „same w sobie” nie
są niczym dobrym, powodują tylko zamęt i niepokój wewnętrzny. Z drugiej
strony, zgodnie z tezą Arystotelesa, szkodliwy jest również niedomiar
w sferze emocji. Prowadzi do obojętności i apatii. Człowiek pozbawiony
uczuć nie ma żadnej motywacji do działania i nawiązywania kontaktów z
innymi. Praca nad umiarem w emocjach i postępowaniu jest i powinna być
jednym z zasadniczych celów wychowania, psychoprofilaktyki, psychoterapii
i autoterapii. Umiar
w korzystaniu z przyjemności
Przesadne nastawienie współczesnego
człowieka na przyjemności jest niewątpliwie jedną z zasadniczych przyczyn
tak powszechnej plagi uzależnień. Podkreślał to prof. J. Mellibruda w
swoim wykładzie o „nałogowej osobowości naszych czasów”: „Odkąd ludzie
zaczęli (...) budować swój dobrostan na dużej
ilości przyjemnych uczuć, odtąd są coraz bardziej skłonni do powtarzania
czynności, które są ich źródłem. Chcą ich więcej i bardziej, jeszcze i
jeszcze więcej”. Brak umiaru – w sferze emocji i w postępowaniu – jest
istotą uzależnienia i głównym rysem „nałogowej osobowości” 2. Zatem filozofia umiaru, propagowanie
jego wartości, powinny być podstawą profilaktyki. Na zakończenie wypada zaznaczyć,
że dyrektywy umiaru, zwanej inaczej „zasadą złotego środka”, nie należy
mylić z relatywizmem etycznym i zatarciem różnicy między dobrem a złem.
Innymi słowy, zasada środka nie dotyczy czynów jednoznacznie złych. Jak
pisze Arystoteles „ nie każde postępowanie (...) dopuszcza
średnią miarę (...). Cudzołóstwo, kradzież i morderstwo są same niegodziwe,
nie zaś ich nadmiar lub niedostatek. Nie można tedy w ich obrębie nigdy
postępować właściwie, lecz musi się zawsze błądzić” 3. Warto o tym pamiętać,
by czasem nie wykorzystywać zalecenia umiaru do usprawiedliwiania się.
Nie mówić, „że trochę skłamałem, ale trochę powiedziałem prawdę”, „Palę
trawkę, ale tylko od czasu do czasu i to wcale nie jest nałóg” itp. Umiar
w emocjach, w korzystaniu z przyjemności i w działaniu ma być właśnie
tym, co prowadzi do pięknego moralnie, szczęśliwego i zdrowego życia.
Niestety, a może na szczęście,
mądrość ta jest często udziałem tych, którzy w młodości nie zawsze byli
rozsądni i umiarkowani. Zapłacili za to wysoką cenę, a więc znają i doceniają
wartość umiaru. (...)
|