|
(…) Jest aspekt, w którym prawomocnie można i trzeba używać języka wartości
jako pewnej postaci opisu świata. Nie ma projektu profilaktycznego,
który nie opierałby się na określonym systemie wartości, w imię
których jest on podejmowany. Niekiedy wartości te są wprost deklarowane
przez twórców projektu czy programu, czasem zaś są ukryte w strukturze
i treściach programu, i mogą być słabo czytelne nawet dla jego twórców.
Jeśli jednak zainteresuje nas ta kwestia, to po dokładnej analizie
będziemy w stanie dokonać rekonstrukcji i wydobyć zespół wartości
charakterystycznych dla określonego projektu profilaktycznego. Najczęściej
widać w nich system wartości akcentujący np. zdrowie w wielu wymiarach,
życie człowieka i jego jakość, godność człowieka, osobową unikalność
lub podmiotowość. Nie brak programów akcentujących wolność, a nawet
wartości takie jak: prawda, dobro, miłość.
Rzadko
jednak pytamy, czy stawianie na ten a nie inny system wartości ma
znaczenie profilaktyczne w skuteczności działania. Czy np. przyjęcie
określonego systemu wartości w programie profilaktycznym dotyczącym
palenia wpływa na zmianę zachowania, czy nie? I o jakie wartości
chodzi: deklarowane przez autorów projektu i używane jako osnowa
pracy czy też raczej o takie, które organicznie są zawarte w sposobach
pracy (nieujawnione lub ukryte nawet przed samymi twórcami)? Jest
to ważne teoretyczne (badawcze) pytanie profilaktyczne i dalekie
od odpowiedzi. Bardzo też trudne metodologicznie. Sądzę jednak,
że coraz częściej będziemy je zadawać.
W
Polsce pionierem badań i propozycji praktycznych w zakresie pracy
nad wartościami była, m.in. prof. K. Ostrowska, która opublikowała
wiele prac z ciekawymi scenariuszami zajęć dla młodzieży dotyczących
wartości. Również w takim programie, jak choćby mój własny - „Noe”
usiłuje się pracować w oparciu o ujawniony system wartości. Prawdopodobnie
występuje on również w takich programach, jak „PiON”
czy „Wyspa skarbów”. Jego moduły są również obecne w
programach skierowanych przeciw przemocy. Według niektórych ewaluatorów
element ten znacznie wspomaga osiąganie celów tych programów, ale
są to, jak na razie, tylko opinie, rzadziej ostateczne ustalenia.
Tymczasem
pewne ważne doświadczenia międzynarodowe uzasadniają zainteresowanie
związkiem między skutecznością profilaktyczną a zasadniczą orientacją
programu. Można nawet mówić o konkurencji programów skierowanych
ku różnym wartościom. Widać to choćby w słynnym już sporze wokół
kierunków pracy profilaktycznej w sprawie ryzykownych zachowań seksualnych
w USA. Obecnie współistnieją tam dwa nurty, zwane przez samych Amerykanów
„comprehensive model” (wszechstronny) i „abstinence
model” (nastawiony na wstrzemięźliwość).
Pierwszy
z nich ma postać edukacji seksualnej ukierunkowanej na redukcję
szkód. Zakłada jednak, że szkody i tak będą, gdyż młodzi ludzie
będą postępować ryzykownie i niezgodnie z kodeksem moralnym (głównie
chrześcijańskim, bo taki dominuje w USA). Zatem, jeśli już muszą
robić coś ryzykownego, niech robią to rozsądniej i mniej szkodliwie.
Drugi
nurt – ku wstrzemięźliwości – zakłada ambitniejsze cele,
np. opóźnianie inicjacji seksualnej i wyraźne stawianie granic,
tyle że w trybie podmiotowej decyzji samego młodego człowieka. To
on decyduje się np. na wstrzemięźliwość seksualną w oczekiwaniu
na jedynego życiowego partnera, a profilaktycy czy raczej wychowawcy
sprzyjają takiej decyzji i umacniają ją, organizując choćby odpowiednie
ruchy młodzieżowe. Ten bardziej wymagający model cieszy się coraz
większym uznaniem nie tylko władz, ale i samej młodzieży.
Członków
różnych ruchów opartych na decyzji o całkowitym unikaniu ryzykownych
działań, liczy się już w setkach tysięcy. Zakładane przez nich kluby
są miejscem konstruktywnego spędzania czasu wolnego. Jest to niemal
odwrotność rewolucji seksualnej lat 60., swoisty pozytywny bunt
pokoleniowy. Niedawno miałem okazję poznać kilku młodych aktywistów
takiego ruchu ze Szwajcarii. Działają tam jako autentyczni wolontariusze
poświęcając swój czas, pomysły i pracę na rzecz rozwoju tego typu
ruchu profilaktycznego, promującego wstrzemięźliwość zamiast „bezpiecznego
seksu”.
Wyniki
badań ewaluacyjnych prowadzonych w odniesieniu do obu typów ruchów
zdają się wskazywać, że te bardziej wymagające wobec młodzieży (stawianie
granic, wstrzemięźliwość) są skuteczniejsze. Mówi się nawet o spektakularnych
sukcesach dotyczących wyraźnego odroczenia inicjacji seksualnej
o 1,5 roku, co jest wynikiem rewelacyjnym. Niektóre badania polskie
mogłyby wspierać taki obraz sytuacji, gdyż i w naszym kraju mamy
współzawodnictwo obu systemów opartych na odmiennych wartościach
(patrz publikowane w „Remedium” wyniki badań programu
„PiON” i „Wyspa skarbów”). Co ciekawe, zarówno
w Ameryce, jak i w Polsce to właśnie przedstawiciele „konserwatywnych
programów” proponujących wstrzemięźliwość, są bardziej skłonni
poddawać je naukowej ewaluacji i opierać na naukowych danych. W
Polsce pierwszym dobrze zbadanym programem zmierzającym do redukcji
ryzyka w zachowaniach seksualnych był właśnie program nastawiony
na wstrzemięźliwość (Wolniewicz–Grzelak i Grzelak, 2001).
(…)
|