Dyskusje, debaty 
Kazimierzowskie Spotkania Profilaktyczne

 

Wartości w projektach Profilaktycznych

Krzysztof Wojcieszek
Wartości są jedynie pewnym sposobem opisywania cech czy właściwości realnych bytów, zwłaszcza osób. Są więc naszym „konstruktem”, ale to nie znaczy, że są dowolne. Konkretna, realna osoba jest w istocie dobra czy sprawiedliwa, a dla celów wygody poznawczej zgrabniej jest uznawać Sprawiedliwość jako wartość obiektywnie istniejącą. Problem ten może wyglądać na całkowicie abstrakcyjny spór filozoficzny, ma jednak bardzo poważne konsekwencje praktyczne także dla profilaktyki.
 

(…) Jest aspekt, w którym prawomocnie można i trzeba używać języka wartości jako pewnej postaci opisu świata. Nie ma projektu profilaktycznego, który nie opierałby się na określonym systemie wartości, w imię których jest on podejmowany. Niekiedy wartości te są wprost deklarowane przez twórców projektu czy programu, czasem zaś są ukryte w strukturze i treściach programu, i mogą być słabo czytelne nawet dla jego twórców. Jeśli jednak zainteresuje nas ta kwestia, to po dokładnej analizie będziemy w stanie dokonać rekonstrukcji i wydobyć zespół wartości charakterystycznych dla określonego projektu profilaktycznego. Najczęściej widać w nich system wartości akcentujący np. zdrowie w wielu wymiarach, życie człowieka i jego jakość, godność człowieka, osobową unikalność lub podmiotowość. Nie brak programów akcentujących wolność, a nawet wartości takie jak: prawda, dobro, miłość.

Rzadko jednak pytamy, czy stawianie na ten a nie inny system wartości ma znaczenie profilaktyczne w skuteczności działania. Czy np. przyjęcie określonego systemu wartości w programie profilaktycznym dotyczącym palenia wpływa na zmianę zachowania, czy nie? I o jakie wartości chodzi: deklarowane przez autorów projektu i używane jako osnowa pracy czy też raczej o takie, które organicznie są zawarte w sposobach pracy (nieujawnione lub ukryte nawet przed samymi twórcami)? Jest to ważne teoretyczne (badawcze) pytanie profilaktyczne i dalekie od odpowiedzi. Bardzo też trudne metodologicznie. Sądzę jednak, że coraz częściej będziemy je zadawać.

W Polsce pionierem badań i propozycji praktycznych w zakresie pracy nad wartościami była, m.in. prof. K. Ostrowska, która opublikowała wiele prac z ciekawymi scenariuszami zajęć dla młodzieży dotyczących wartości. Również w takim programie, jak choćby mój własny - „Noe” usiłuje się pracować w oparciu o ujawniony system wartości. Prawdopodobnie występuje on również w takich programach, jak „PiON” czy „Wyspa skarbów”. Jego moduły są również obecne w programach skierowanych przeciw przemocy. Według niektórych ewaluatorów element ten znacznie wspomaga osiąganie celów tych programów, ale są to, jak na razie, tylko opinie, rzadziej ostateczne ustalenia.

Tymczasem pewne ważne doświadczenia międzynarodowe uzasadniają zainteresowanie związkiem między skutecznością profilaktyczną a zasadniczą orientacją programu. Można nawet mówić o konkurencji programów skierowanych ku różnym wartościom. Widać to choćby w słynnym już sporze wokół kierunków pracy profilaktycznej w sprawie ryzykownych zachowań seksualnych w USA. Obecnie współistnieją tam dwa nurty, zwane przez samych Amerykanów „comprehensive model” (wszechstronny) i „abstinence model” (nastawiony na wstrzemięźliwość).

Pierwszy z nich ma postać edukacji seksualnej ukierunkowanej na redukcję szkód. Zakłada jednak, że szkody i tak będą, gdyż młodzi ludzie będą postępować ryzykownie i niezgodnie z kodeksem moralnym (głównie chrześcijańskim, bo taki dominuje w USA). Zatem, jeśli już muszą robić coś ryzykownego, niech robią to rozsądniej i mniej szkodliwie.            

Drugi nurt – ku wstrzemięźliwości – zakłada ambitniejsze cele, np. opóźnianie inicjacji seksualnej i wyraźne stawianie granic, tyle że w trybie podmiotowej decyzji samego młodego człowieka. To on decyduje się np. na wstrzemięźliwość seksualną w oczekiwaniu na jedynego życiowego partnera, a profilaktycy czy raczej wychowawcy sprzyjają takiej decyzji i umacniają ją, organizując choćby odpowiednie ruchy młodzieżowe. Ten bardziej wymagający model cieszy się coraz większym uznaniem nie tylko władz, ale i samej młodzieży.

Członków różnych ruchów opartych na decyzji o całkowitym unikaniu ryzykownych działań, liczy się już w setkach tysięcy. Zakładane przez nich kluby są miejscem konstruktywnego spędzania czasu wolnego. Jest to niemal odwrotność rewolucji seksualnej lat 60., swoisty pozytywny bunt pokoleniowy. Niedawno miałem okazję poznać kilku młodych aktywistów takiego ruchu ze Szwajcarii. Działają tam jako autentyczni wolontariusze poświęcając swój czas, pomysły i pracę na rzecz rozwoju tego typu ruchu profilaktycznego, promującego wstrzemięźliwość zamiast „bezpiecznego seksu”.

Wyniki badań ewaluacyjnych prowadzonych w odniesieniu do obu typów ruchów zdają się wskazywać, że te bardziej wymagające wobec młodzieży (stawianie granic, wstrzemięźliwość) są skuteczniejsze. Mówi się nawet o spektakularnych sukcesach dotyczących wyraźnego odroczenia inicjacji seksualnej o 1,5 roku, co jest wynikiem rewelacyjnym. Niektóre badania polskie mogłyby wspierać taki obraz sytuacji, gdyż i w naszym kraju mamy współzawodnictwo obu systemów opartych na odmiennych wartościach (patrz publikowane w „Remedium” wyniki badań programu „PiON” i „Wyspa skarbów”). Co ciekawe, zarówno w Ameryce, jak i w Polsce to właśnie przedstawiciele „konserwatywnych programów” proponujących wstrzemięźliwość, są bardziej skłonni poddawać je naukowej ewaluacji i opierać na naukowych danych. W Polsce pierwszym dobrze zbadanym programem zmierzającym do redukcji ryzyka w zachowaniach seksualnych był właśnie program nastawiony na wstrzemięźliwość (Wolniewicz–Grzelak i Grzelak, 2001). (…)