Od redakcji |
Doświadczenia ostatniego roku szkolnego jeszcze raz potwierdziły, że życie społeczne nie znosi próżni. Problem zwiększonego poziomu przemocy i agresji wśród młodzieży był od kilku już lat dostrzegany przez opinię publiczną, specjalistów i nauczycieli, a jednocześnie nie było planu działania ani woli politycznej stanowczego przeciwstawienia się przemocy wśród młodzieży. Ten stan rzeczy w pewnym sensie tolerował cierpienia wielu młodych ludzi prześladowanych przez swoich kolegów lub koleżanki. Budził więc słuszne oburzenie opinii publicznej. Tym trudnym problemem zajął się minister Roman Giertych, który w ramach sprawowania swojego urzędu doprowadził do opracowania i przyjęcia przez rząd programu profilaktyki agresji wśród młodzieży pt. "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Pod kierownictwem tego ministra Ministerstwo Edukacji Narodowej stało się przez okres ostatniego roku szkolnego "państwową agencją rozwiązywania problemów związanych z agresją i przemocą w szkole". Dotychczas nieletnimi sprawami przemocy zajmowano się głównie w poradniach specjalistycznych lub w komisariatach policji i straży miejskiej, ewentualnie w sądach dla nieletnich. Teraz sprawa poprawy bezpieczeństwa w szkołach stała się priorytetem państwa. Starając się zmniejszyć agresję, przemoc i ograniczyć wykroczenia popełniane przez uczniów, resort oświaty upomniał się o brakujący element w polityce społecznej państwa, które od lat w sposób zinstytucjonalizowany zajmuje się rozwiązywaniem problemów alkoholowych, narkomanią, problemem HIV/AIDS. W ten sposób MEN stało się aktywnym sprzymierzeńcem idei zintegrowanej profilaktyki zachowań problemowych dzieci i młodzieży. Sprzymierzeńcem, który do niedawna jeszcze nie przejawiał znaczącej inicjatywy w tych sprawach. Rządowy program przeciwdziałania agresji w szkole zmienia dotychczasowy układ sił w profilaktyce szkolnej nadając kwestii bezpieczeństwa zdecydowany priorytet. Zmiana ta jednak budzi sporo emocji i kontrowersji.
Zapraszamy do lektury.
|