Od redakcji

 

Adres zamieszkania jest dla wielu z nas czymś tak oczywistym jak imię i nazwisko lub data urodzenia. Wydaje się, że każdy ma swój dom, mieszkanie, albo przynajmniej pokój w hotelu, w akademiku lub internacie. To są miejsca, które zapewniają nam „dach nad głową” i chronią przed zewnętrznymi niebezpieczeństwami, ale w głębszym sensie tworzą nasze środowisko rodzinne, zapewniają poczucie bezpieczeństwa, stanowią podstawę dla życia i rozwoju. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak mogłoby wyglądać nasze życie, gdybyśmy nagle zostali pozbawieni domu. To pełne dramatyzmu przeżycie zdarza się czasem ludziom, którzy na skutek pożaru, trzęsienia ziemi, katastrofy budowlanej, itp. zdarzeń losowych tracą swoje mieszkania i zmuszeni są do korzystania z prowizorycznych miejsc noclegowych, lokali zastępczych, pokoi użyczonych przez rodzinę lub sąsiadów. W takich sytuacjach większość ludzi dąży do odbudowania swojego domu lub mieszkania, a okres bezdomności traktuje jako okres przejściowy, z którego trzeba jak najszybciej wyjść.

Bezdomność jest jednym z najtrudniejszych problemów społecznych współczesności. Mimo rozwoju i wzrostu poziomu życia wciąż istnieje grupa ludzi, która nie mieści się w ramach wyznaczanych przez naszą cywilizację. Mówi się o nich jako osobach wykluczonych z głównego nurtu życia społecznego. Wśród bezdomnych jest wielu ludzi odrzuconych przez najbliższych, nieprzystosowanych społecznie, bezrobotnych, chorych lub niepełnosprawnych psychicznie, a także uzależnionych od substancji psychoaktywnych. Ze względu na swoje ułomności i problemy są wyrzucani na margines lub nie znajdują miejsca dla siebie w tzw. normalnym społeczeństwie. Najbardziej spektakularnym symbolem wykluczenia jest właśnie brak własnego dachu nad głową.

Mimo wielu działań podejmowanych przez władze rządowe, samorządy i organizacje pozarządowe, trudno radykalnie zmniejszyć rozmiary bezdomności. Stała się ona stałym elementem krajobrazu w społeczeństwach opartych na gospodarce rynkowej. W Polsce liczba osób bezdomnych gwałtownie wzrosła po wprowadzeniu w 1989 r. zmian ustrojowych. Było to związane głównie ze zwiększającym się bezrobociem i likwidacją peerelowskich hoteli robotniczych. Szacuje się, że liczba bezdomnych to około pół procenta populacji w społeczeństwach zamożnych.

Ostatnio podejmuje się w naszym kraju działania mające na celu wprowadzenie rozwiązań systemowych służących lepszemu wychodzeniu z bezdomności. Profilaktyka i integracja społeczna, a nie tylko doraźna pomoc, ma być głównym celem tych działań. Ten ważny temat podejmuje nasz kolega redakcyjny Marcin J. Sochocki. Jego artykuł pt. Bezdomność w Polsce – projekt systemowy otwiera bieżący numer Remedium.

Zapraszamy do lektury.