Boże Narodzenie – ważne relacje, a nie komercja
Katarzyna Pasternak-Ukleja
List do Mikołaja? Przecież to bujda, fejk. Żaden Święty Mikołaj nie istnieje! Tylko maluchy w niego wierzą! Cały ten cyrk z czerwonym płaszczem, siwą brodą, zaprzęgiem reniferów, niedrożnym kominem, magicznym dzwoneczkiem to jest bajka! Tylko dlaczego każdy z nas, mały i duży, tak bardzo pragnie tej bajki każdego roku?
Długo zastanawiałam się, jak podejść do tematu świąt i przeżywania tego czasu przez dzieci, żeby nie było tkliwie, infantylnie, nieciekawie. Zapytałam więc je, co o tym sądzą. Przeprowadziliśmy wiele rozmów w szkole, jeszcze na początku listopada, które stały się dla mnie najcenniejszym źródłem wiedzy i inspiracji. Zarejestrowałam wiele wypowiedzi, bo te dziecięce, spontaniczne, żywiołowe trudno by było zapamiętać i odtworzyć po czasie. Dzieci, niezależnie od pory roku, uwielbiają słuchać i mówić o bajkach, baśniach, legendach i mitach. Boże Narodzenie i wszystko, co jest związane z tym świętem, przypomina im właśnie bajkę.
Ten tekst będzie o relacjach, o wyobraźni, o tęsknocie za prostym, prawdziwym życiem. Będę mówić tu głosem dzieci, które są z natury prostolinijne i dosłowne. Dzieci w wieku młodszym szkolnym (7–9 lat) są współautorami tego artykułu. Z całą powagą i odpowiedzialnością twierdzę, że to eksperci od wyrażania uczuć i eksponowania emocji. W sposób może nie zawsze taktowny, głęboko uświadomiony i wysoce kulturalny (cały czas się tego uczymy), za to zawsze szczery.
Historia o Świętym Mikołaju, którą co roku odtwarzamy, jest nauką o dzieleniu się, o sprawianiu sobie nawzajem radości, o obdarowywaniu bliskich życzliwością, dobrym słowem. To opowieść o byciu ze sobą, o relacjach w rodzinie. To także o tym, że aby zrobić komuś przyjemność, wcale nie potrzeba zasobnego portfela. Dzieci wiedzą najlepiej, że laurka przygotowywana w tajemnicy, własnoręcznie ulepiony czy uszyty prezent w szkole będzie tym najcenniejszym podarunkiem. Tak po prostu – tyle szczęścia bez gorączki zakupów i przedświątecznego zamętu w galeriach handlowych.
Uważna rozmowa, a wraz z nią skupienie się na tu i teraz, zaangażowanie, słuchanie, to najlepsze narzędzie wychowawcze. Jeśli słuchasz bez osądzania i krytyki, jeśli mówisz swobodnie, autentycznie o tym, co myślisz i co czujesz, jesteś blisko dziecka. Może brzmi to jak banał, ale w czasach internetu, portali społecznościowych, blogerów, influencerów, youtuberów, w czasach, gdzie ludzie w realu prawie się nie zauważają, mówienie o OBECNOŚCI, SZACUNKU, O ISTOCIE RELACJI jest koniecznością. Opowiadajmy o tym, jak byliśmy mali, o swoich przygodach z dzieciństwa, o nastoletnich wybrykach, o tym, jak to było, kiedy przyszedł do nas Święty Mikołaj z rózgą, ale wcale nam jej nie dał. Praktykujmy tradycje, ale twórzmy też swoje własne, rodzinne zwyczaje, wspólnie rozwiązujmy problemy. POGADAJMY!
O Świętym Mikołaju
Świętom Bożego Narodzenia towarzyszy jakaś specjalna atmosfera, magia. Dla każdego wyjątkowa, niezastąpiona. Niezależnie, czy związana z kulturą, tradycją czy religią, chciałoby się ją utrzymać, zwłaszcza w sercach dzieci, jak najdłużej. Dopóki my, rodzice, będziemy wierzyć i odczuwać tę świąteczną magię, dziecko też będzie. A potem zapakuje tę wiarę do swojego dorosłego bagażu dobrych doświadczeń i pójdzie w świat. Świąteczna magia dotrze do kolejnych pokoleń.
Czy Święty Mikołaj istnieje naprawdę? Małe dzieci wierzą w krasnoludki, Wróżkę Zębuszkę, zajączka wielkanocnego i oczywiście w Świętego Mikołaja. I tu nie ma dyskusji. Święty Mikołaj zawsze podłoży prezent, potrafi nawet przez dziurkę od klucza czy kratkę wentylacyjną w kuchni.
„Szkolniaki”, te młodsze, zaczynają zadawać niewygodne pytania typu: „Ale jak to jest możliwe, że Święty Mikołaj jest jednocześnie w wielu miejscach na Ziemi?”, „Jak on się wyrabia z tymi prezentami? Jest tyle dzieci!”, „Skąd Mikołaj wie, czy jestem grzeczny czy niegrzeczny?”, „Skąd Święty ma tyle pieniędzy na prezenty?”, „Jakim cudem Święty Mikołaj ma jeszcze czas szykować prezenty dla mamy i taty?”, „Wszystkie okna były pozamykane, a prezenty i tak znalazły się pod choinką”.
Starszaki twierdzą, że Świętego Mikołaja nie ma, że prezenty „podrzucają” rodzice. Mędrkują o biskupie z Miry, że to taka pomoc charytatywna dla ubogich z jednej strony, a z drugiej sami negocjują drogie prezenty od rodziców, głównie z działu elektroniki i nowoczesnych technologii.
Teoretycznie tylko grzeczne dzieci dostają prezenty, choć w praktyce i te, które żałują swojego niegrzecznego zachowania i obiecują poprawę. Czyli wszystkie! Święty Mikołaj jest niewyobrażalnie bogaty. Jest bohaterem książek, filmów, piosenek. Reklamuje prawie wszystko – od czekolady po telefony. On zarabia bardzo dużo pieniędzy. Tak tłumaczą dzieci.
Wiara dzieci w Świętego Mikołaja – pulchnego, wesołego staruszka z siwą brodą znika, gdy dorastają. To nieuchronne. Ale gdy sami zostają rodzicami, odnawiają tę tradycję. I tak to się toczy… każdego roku…
Tak czy owak, zawsze mówmy, za radą psycholog dziecięcej Dominiki Słomińskiej, „że to taka zabawa, że miło jest sobie wyobrażać, że Święty Mikołaj istnieje, ale prawda jest taka, że to my dorośli czarujemy świat dla naszych dzieci”. Z miłości! Raczej żaden rodzic nie będzie wmawiał dziecku, że Świętego Mikołaja nie ma. Przeciwnie, będzie starał się, aby dziecko wierzyło w niego jak najdłużej. A kiedy przyjdzie na to czas, rodzic będzie gotowy na rozmowę z dzieckiem, być może o rozczarowaniu, o kłamstwie, o dojrzewaniu albo po prostu o tradycji i zabawie.
O emocjach
Jakie emocje wyzwala u Ciebie myśl o Bożym Narodzeniu? – zapytałam dzieci. One na to: szczęście, radość, ciekawość, energię, podekscytowanie, zachwyt. To zrozumiałe, że dzieci po prostu się cieszą. W naszych rozmowach pojawiło się też słowo niedoczekanie. Gdy zaczęliśmy drążyć jego znaczenie, okazało się, że chodzi tu o niecierpliwość, a nie o niemożliwość zrobienia czy zapowiedź, że coś, na co się czeka, nie wydarzy się. Potrzebna była rozmowa i wyjaśnienie dziecka, w kontekście konkretnych przykładów i doświadczeń z życia, żeby móc dobrze to niedoczekanie zrozumieć. To jest właśnie ta czujność w komunikacji. Warto dopytywać, dociekać. Teraz jestem spokojna, że mój uczeń zwyczajnie nie może doczekać się Gwiazdki, a nie, że martwi się tym, że ona się nie odbędzie.
Dzieci uwielbiają aurę tajemnicy. Różnie bywa z jej dochowaniem czy decyzją, komu ją powierzyć. Święta Bożego Narodzenia są zawsze w jakimś stopniu tajemnicze, magiczne, bajkowe. „Wiem, że wszyscy coś ukrywają”, „Czuję, że wydarzy się coś niezwykłego”, „Słyszałam, jak rodzice się namawiają”, „Dziadkowie szepczą coś między sobą”, „Widziałem, jak rodzice coś ukrywali”. Dzieci również bardzo chętnie uczestniczą w „świątecznym spisku”, wszak same niepostrzeżenie podrzucają pod choinkę drobiazgi swoim rodzicom.
Kiedy zapytałam dzieci: Gdybyś miał magiczną moc, jaki prezent podarowałbyś ludzkości i światu? – usłyszałam wiele o tzw. prawdach absolutnych, które my dorośli słyszeliśmy od bliskich, kiedy byliśmy dziećmi, a teraz powtarzają je nasze dzieci. Te uniwersalne wartości jak prawda, piękno i dobro kształtują każde pokolenie. A im są częściej powtarzane i potwierdzane naszą postawą, tym większe prawdopodobieństwo, że osiągniemy swój cel. I tak, nasze dzieci podarowałyby ludziom i światu pokój, wolność od zła, szczęście, miłość, zdrowie, dobro, bezpieczeństwo. Dodają, że każdy człowiek zasługuje na swoje szczęście.
Święta Bożego Narodzenia sprawiają, że wszyscy domownicy są dla siebie milsi, rodzeństwo mniej się kłóci, starszy brat jak zwykle ustępuje młodszej siostrze, tylko tym razem jakoś chętniej. Dzieci dostrzegają i odczuwają świąteczną magię, mówią, że specjalna, świąteczna atmosfera w ich domach sprawia, że: „Jestem ciągle szczęśliwa”, „Mówię więcej ładnych słów np. kocham cię!”, „Chcę się więcej przytulać”, „Wstaję wcześniej niż zwykle, żeby się dłużej cieszyć”, „Siedzę do godziny 23 i cieszę się tymi świętami, bo normalnie, to chodzę spać o 21.00”, „Najbardziej się cieszę, że jest tyle wolnego, i że rodzice też mają wolne”, „Każdy się stara, bo nikt nie chce zepsuć świąt”, „Wszyscy chcą się ze mną bawić. I to jest przez tą magię świąteczną.” Chciałoby się powiedzieć: Magio Świąt! Trwaj jak najdłużej!
O rodzinnych tradycjach i zwyczajach
„Tata zawsze rozplątuje sznur z lampkami”, „Mama przygotowuje kalendarz na nowy rok z naszymi zdjęciami i daje go w prezencie dziadkom”, „Robimy sobie co roku zdjęcie w świątecznych swetrach”, „Ubieramy choinkę już na początku grudnia, żeby się dłużej nią cieszyć”, „Kiedy nadchodzi pora rozpakowywania prezentów, dzwonimy dzwoneczkami”, „Cały dzień bawię się z młodszą siostrą, żeby nie przeszkadzała mamie”, „Wszyscy ładnie się ubieramy do kolacji”, „Ozdabiamy razem pierniczki”, „Razem oglądamy film Kevin sam w domu”.
Rodzinne tradycje i zwyczaje zacieśniają wzajemne relacje, budują poczucie tożsamości i przynależności. Sprawiają, że chcemy w tym wyjątkowym czasie jak najlepiej wywiązać się ze swoich ról. Wszyscy powinniśmy postarać się, aby ten rodzinny, świąteczny czas był jak najbardziej wartościowy, aby nie minął wraz z ostatnim kęsem dwunastej potrawy wigilijnej kolacji.
Do lamusa odchodzi sianko pod białym obrusem, szopka pod choinką, złożona z kartonu lub z figurek, wędrujący kolędnicy od drzwi do drzwi, pasterka. Dzieci kojarzą dodatkowe nakrycie przy wigilijnym stole dla strudzonego wędrowca, niespodziewanego gościa czy samotnej osoby i nawet żałują, że nigdy nikt taki ich nie odwiedził. Warto przy tej okazji wyjaśnić dzieciom, że pusty talerz jest symbolicznym miejscem dla bliskich, którzy umarli, a my o nich pamiętamy i przy okazji rodzinnego spotkania będziemy wspominać.
Moi wspaniali rozmówcy – szkolne dzieci – rozumieją, że celebrowanie rodzinnych zwyczajów i szanowanie tradycji daje im dobre wspomnienia, a wraz z nimi poczucie bezpieczeństwa, więzi emocjonalnej, a przede wszystkim poczucie dobrze spędzonego wspólnie czasu.
O tym, jak mama i tata byli mali…
Chodź, opowiem Ci bajkę. Dawno, dawno temu, kiedy mama i tata byli mali…
Dzieci uwielbiają takie opowiadania, ciągle chcą więcej. Nie przeszkadzają im powtórzenia i te same, wciąż śmieszne anegdotki albo i częściowo dramatyczne wątki. Kto z rodziców jeszcze nie spróbował – zachęcam. Dajcie się ponieść wyobraźni i spontaniczności. Opowiadanie własnych historii działa na nasze dzieci jak bajka terapeutyczna. Możemy dzielić się emocjami, wpływać na różne zachowania dzieci, pomagać w rozwiązywaniu problemów, przezwyciężać trudności, pokazywać sposoby radzenia sobie.
Rodzice, którym brakuje dobrych wspomnień z własnego dzieciństwa, mogą spróbować kreować swoje opowieści oparte na pragnieniach, na przyjemnych wyobrażeniach, na pozytywnym nastawieniu. Magia dobrych życzeń ma moc, nie tylko w bajkach.
Kiedy byłam mała, spędzaliśmy święta Bożego Narodzenia u babci na wsi. W wigilijny wieczór, po wspólnej kolacji, babcia brała opłatek. Pamiętam, że był w kolorze żółtym. Szła z nim do obory, chlewika, stajni i kurnika, żeby poczęstować nim swoje zwierzęta, życząc im zdrowia. Babcia mówiła nam, że zwierzęta w Wigilię, równo o północy przemawiają ludzkim głosem. Lecz tylko te, którym się dobrze żyje u gospodarza. Jak możecie się domyślić, mimo wielu prób i ogromnych chęci, nigdy nie usłyszałam gadającego konia, nigdy nie doczekałam północy. Babcia tak!
Tę historyjkę od kilku lat opowiadam swojej córce. To jest wciąż żywe wspomnienie mojej kochanej babci Wacki, to jest także opowieść o miłości do zwierząt, o dbaniu o nie, o poszanowaniu ich godności, o obowiązku człowieka, o jego ciężkiej pracy w gospodarstwie.
Opowiedziałam tę samą historię moim małym uczniom – że taka rodzinna tradycja, wspomnienie, że wieś, że babcia, że magia… Dzieci słuchały jak zaczarowane, aż w końcu jeden chłopiec zareagował, cały w emocjach:
– Tak, tak, znam to! Zwierzęta gadają ludzkim głosem. Mój kot też się odezwał!
– Tak? A co powiedział?
– Dajcie opłatek!
Dzieci chcą pomagać w kuchni
Dzieci bardzo chcą pomagać w kuchni w czasie świątecznych przygotowań. Żałują, że tak rzadko mają okazję. Myślą, że raczej zawadzają niż pomagają, że rzeczywiście tworzą wokół siebie więcej bałaganu, co denerwuje mamę, bo znowu będzie musiała sprzątać. Mają świadomość, że przy ich udziale w kuchni wszystko idzie mniej sprawniej, dłuży się. Wiedzą, że nie potrafią doskonale sklejać kształtnych pierogów, ale chcą to robić, chcą się uczyć. Chcą doświadczyć łez podczas krojenia cebuli i czuć „smrodek” śledzi. Tak mówią. Tylko dorośli zawsze mają jakieś „ale” i tylko nieliczni na to pozwalają. Bo bałagan, bo nie ma czasu, szybciej to zrobię sama, bo się skaleczysz i poplamisz. Dzieci naprawdę będą właściwie używać ostrego noża, jeśli pokażemy im, jak bezpiecznie to robić. Zadbają o porządek wokół siebie, jeśli damy im taką możliwość, szansę pokazania, że potrafią. Wspólne urzędowanie w kuchni pod okiem dorosłego to wspaniała okazja do rozmowy, zabawy i nauki. Chmura pyłu z mąki, podczas otrzepywania rąk, może być inspiracją do rozmowy np. o marzeniach. Wyobraź sobie taki magiczny, biały pyłek, który spełnia najskrytsze marzenia. Dzieci uwielbiają takie rozmowy. Spontanicznie, przy okazji rozwałkowywania ciasta na pierogi, można wywołać wiele ciekawych tematów do rozmowy. Warunkiem jest czas, a nie pośpiech. Przy wspólnym gotowaniu można pożartować, powygłupiać się, na przykład malując sobie usta i policzki czerwonym burakiem, okazać uczucia. Przekaż dziecku wiadomość, rysując dla niego serduszko na rozsypanej mące. Napisz lukrem na pierniku Kocham Cię. Właśnie takie bezcenne gesty twoje dziecko zapakuje do bagażu dobrych doświadczeń na przyszłość. Podzieli się nimi, wspomni.
Dzieci lubią zakupy, ale jak ustaliliśmy wspólnie, ta przedświąteczna gonitwa po sklepach, ci ludzie, którzy nie zawsze wiedzą, czego szukają między półkami, ci poirytowani rodzice, ten tłum… Dzieci wcale nie chcą uczestniczyć w takich zakupach. Ten przedświąteczny zgiełk ich w ogóle nie interesuje. One bardzo chcą wybrać i żeby rodzice kupili: puchate łańcuchy, posypki i lukry, dekoracje. Tyle. Zróbmy im przyjemność. Jeden sklep. Jedna godzina. Jedna stówka. Dzieciaki z trzeciej klasy z wypiekami na twarzy zapewniały, że same umiałyby zrobić takie zakupy, bo wiedzą, co wybrać, mają plan, znają cenę towaru, potrafią policzyć. Najwyższy czas zaufać dzieciom i pozwolić im podziałać w handlu. Tylko bez krytyki, że figurka Świętego Mikołaja jest okropna, do Mikołaja w ogóle niepodobna. Trzeba uszanować wybór dziecka. Ewentualnie można ponegocjować, czy kolejny reniferek i krasnoludek jest niezbędny.
Dzieci chcą obecności bliskich
Tak jak wspomniałam na początku, współautorami tego tekstu są szkolne dzieci, które były kierowane moimi pytaniami. Oto niektóre z nich:
– Co takiego niezwykłego jest w Wigilię Bożego Narodzenia?
– Wyjazd do babci i dziadka.
– Jaki bożonarodzeniowy zwyczaj podoba ci się najbardziej?
– Wyjazd do babci i dziadka.
– Jakie emocje wyzwala w tobie myśl o Bożym Narodzeniu?
– Radość, że będę u babci i dziadka.
– Co oprócz prezentów jest dla ciebie ważne w czasie świąt?
– Spotkanie z babcią i dziadkiem.
– Kto przynosi prezenty?
– Babcia i dziadek!
Dzieci najbardziej cenią sobie bycie z rodziną. Uroczysta, świąteczna kolacja z całą rodziną, zabawa z kuzynami, spotkanie wszystkich w jednym miejscu, ruch, kontrolowany rozgardiasz, urocze zamieszanie, głośne śmiechy i rozmowy, to wszystko sprawia, że dzieci są szczęśliwe. Tak mówią. Wcale nie chcą w tym czasie wyjeżdżać na narty czy egzotyczne wycieczki. Chcą swojego domu, a najbardziej na świecie chcą obecności bliskich – babci, która zrobi wszystko, żeby wnuczek zjadł cokolwiek z wigilijnego stołu. Ponieważ nie lubi ryb, kapusty i grzybów, kochana babunia ulepi specjalnie dla niego pierogi z jagodami, a kochany dziadek nakarmi czekoladowymi ludzikami.
Mają szczęście ludzie, którym dane jest spotkać się w dużym gronie rodzinnym, gdzie, owszem, zauważa się różnice pokoleniowe, ale przede wszystkim dostrzega to, co łączy: wspomnienia, wzajemność i wdzięczność.