Czasami impulsywnie napisany komentarz czy post niesie za sobą poważne konsekwencje
Agata Jabłonowska-Turkiewicz
Z Piotrem Grajewskim, doktorantem na Wydziale Psychologii UW, rozmawia Agata Jabłonowska-Turkiewicz.
– Chciałabym z Panem porozmawiać o wizerunku, jaki nastolatki budują na swój temat w sieci, głównie na portalach społecznościowych. To naturalne, że zależy im, aby wyróżnić się z tłumu wyglądem, zachowaniem czy zainteresowaniami. Dla nastolatka ważne jest, aby go dostrzeżono, pochwalono. Dawniej taki wizerunek budowało się w kręgu faktycznie znajomych osób, dziś wygląda to inaczej. Nasze zdjęcia w sieci podpatrują i komentują czasami zupełnie obcy ludzie. Jakie zagrożenia wynikają z tego faktu, jak się przed nimi ustrzec?
– Każdy użytkownik sieci powinien zadać sobie podstawowe pytanie – z kim i na jaką skalę chcę dzielić się swoją prywatnością? Same ustawienia na Facebooku powodują, że treści, które tam publikujemy, są dostępne publicznie dla wszystkich lub tylko dla znajomych, których zaakceptujemy. Jeśli oczywiście akceptujemy zaproszenia do grona znajomych osoby, których nawet nie podejrzewamy, że znamy, to wówczas ryzykujemy, że będą naszą prywatność podpatrywać, a nawet wykorzystywać. Należy wspomnieć, że często praktyka serwisów społecznościowych jest taka, że automatycznie włącza się opcja publicznego wyświetlania treści i dopiero świadomy użytkownik może zmienić ją na „tylko dla znajomych”. Czyli to wymaga pewnego zaangażowania i refleksji. To jest podstawowa sprawa dotycząca ochrony prywatności w sieci. Co do skali publikowanych treści – tutaj też trzeba zadać sobie pytanie – jak bardzo chcę dzielić się z innymi swoją prywatnością, po co to robię? Są osoby, które zamieszczają mnóstwo informacji dotyczących swojego codziennego życia, licząc na masowe udostępnianie czy lajkowanie, chcąc się wybić i być np. influencerem. Inni tworzą „puste profile”, gdzie nie zamieszczają w ogóle zdjęć czy wiadomości. Chcą być w danej społeczności, ale nie chcą dzielić się sobą. Są tacy, którzy zamieszczają jakieś treści, bo po prostu chcą podzielić się swoją radością, ale nie czekają na odzew.
– Mam wrażenie, że to chyba niemożliwe, aby nastolatek zamieszczał dane treści ot tak sobie, bez oczekiwania na feedback.
– Istotnie. To może dotyczyć bardziej osób dojrzałych. Nastolatek szuka aprobaty, ma potrzebę oceniania siebie i innych z jednej strony, z drugiej pojawia się lęk przed krytyką. Dlatego nastolatki często skupiają się na grupach o określonych zainteresowaniach, bo tam niejako mogą funkcjonować w takiej bezpiecznej „bańce”. Funkcjonowanie w takich „bańkach” ma też swoje złe strony. Dziś wszystkie portale społecznościowe opierają się na algorytmach dostosowujących się do zachowań i preferencji swoich użytkowników. W praktyce oznacza to, że system testuje każdego użytkownika poprzez dostarczenie mu różnych treści. Gdy zostawiamy reakcje, zatrzymujemy się na jakimś filmiku – algorytm to wychwytuje i będzie proponował więcej podobnych treści. W ten sposób bardzo łatwo wpaść w zamkniętą bańkę informacyjną, w której będziemy otrzymywać wiele zbliżonych treści. Może to wprost prowadzić do wyobrażenia, że istnieje tylko jedna wizja świata/światopogląd. Wpływa to na powstawanie dużej polaryzacji w społeczeństwach oraz rozwoju radykalizacji. Oczywiście wiąże się to też z mniejszymi umiejętnościami krytycznego myślenia.
– Wspomniał Pan o osobach, które tworzą tzw. puste konta. One wprawdzie nie publikują zdjęć czy informacji na swój temat, ale nie jest to równoznaczne z tym, że nie są obecne w sieci. Komentowanie innych niesie za sobą wiele informacji o komentujących, choć czasami nie zdają sobie z tego sprawy i mają poczucie anonimowości.
– Nawet jeśli nie mamy założonych profili pod własnym imieniem i nazwiskiem, to nie oznacza, że nie jesteśmy do zidentyfikowania. Wręcz przeciwnie – ta identyfikacja jest nawet prosta. Użytkownicy sieci mają też takie złudne przekonanie, że to życie „w sieci” to ich sprawa prywatna, to jest czas po pracy czy szkole i mam prawo robić, co chcę. Nie do końca tak jest. U nas nie jest to popularne, ale np. w Stanach Zjednoczonych osoby, które publikują w mediach społecznościowych treści związane z przemocą, nienawiścią są identyfikowane, zgłasza się ich zachowanie pracodawcom i mogą być w związku z tym zwolnione z pracy. Warto zawsze zastanowić się nad tym, co publikujemy, bo niestety w sieci nic nie ginie. Nawet jeśli usuniemy jakiś komentarz czy post, to musimy mieć świadomość, że ktoś mógł zrobić z tego materiału screena albo jest on do odtworzenia na bazie materiałów archiwalnych. Istnieją specjalne strony internetowe (np. Wayback Machine, Webpage Archive), które pełnią funkcję cyfrowych archiwów, dzięki czemu można sprawdzić, jak wyglądały strony internetowe w przeszłości. Można też dzięki nim sprawdzać, czy ktoś nie próbował ukryć swojego twitta (wpisu na X). Duża część internautów nie wie, że szukając w odpowiednich źródłach, można odtworzyć historię i to, czy ktoś próbował coś ukryć lub zmienić.
– Młodzież jest impulsywna, często nie zastanawia się nad konsekwencjami swoich działań.
– Dlatego warto cały czas przypominać, że korzystanie z sieci wymaga rozwagi, nie zaś działania w emocjach. O tym rodzice powinni rozmawiać z dziećmi. Czasami impulsywnie napisany komentarz czy post niesie za sobą poważne konsekwencje. Przykładem może być publikowanie zdjęć z imprez, gdzie jest alkohol, a uczestnicy to osoby nieletnie. Inny przykład to publikowanie zdjęć dokumentów, np. prawa jazdy, kiedy je otrzymamy albo pism, które świadczą o tym, że np. dostaliśmy się na studia. To zrozumiałe, że chcemy się tymi osiągnięciami pochwalić, ale w ten sposób dostarczamy oszustom danych o sobie. Warto zastanowić się, czy na pewno informować na Facebooku czy Instagramie o tym, że wyjechaliśmy na urlop, bo to z kolei może być cenna informacja dla potencjalnego złodzieja.
– Emocjonalność jest bardzo charakterystyczna dla adolescentów. Czy z tego względu korzystanie z sieci przez młodzież nie powinno być w jakiś bardziej niż obecnie efektywny sposób kontrolowane, ograniczane?
– Okres dojrzewania to czas dynamicznych zmian biologicznych i hormonalnych. To czas rozwoju mózgu, który nie ma jeszcze w pełni wykształconych m.in. struktur odpowiedzialnych za samokontrolę. Jednym z podstawowych problemów młodych użytkowników sieci jest nieumiejętność oszacowania czasu, jaki spędzają przy ekranie, dlatego warto uruchomić darmową aplikację w telefonie dziecka, która ten czas odmierza. Na Androidzie jest instalowany nawet już domyślnie taki kontroler czasu i nazywa się „Cyfrowa równowaga”. Podobna funkcja jest w Iphone’ach (opcja „Czas przed ekranem” w ustawieniach). To pozwala sprawdzić, ile dziennie/tygodniowo spędzamy czasu przy telefonie na poszczególnych aplikacjach. Można ustawić limity czasowe na poszczególne aplikacje i do tego dołożyć „kontrolę rodzicielską”, która blokuje uruchomienie danej aplikacji po wykorzystanym czasie. Taki kontroler czasu uświadamia często, że przy ekranie, np. na scrollowaniu spędzamy kilka godzin dziennie, a nie, jak nam się wydaje, chwilę.
– Jak życie niejako w dwóch światach – tym realnym i tym w sieci ma wpływ na zdrowie psychiczne? Zaznaczmy, że to życie w sieci zwykle jest wyidealizowane – social media wypełnione są zdjęciami z cudownych podróży, szalonych imprez, wizyt w topowych restauracjach itp.
– Kiedy porównujemy swoje zwykłe, codzienne życie z tą wizją świata idealnego, która płynie do nas z TikToka czy Instagrama, gdzie widzimy pięknych ludzi, cudowne krajobrazy, wszechobecne luksusy, może to powodować przekonanie, że jesteśmy gorsi od innych i wpływać negatywnie na nasz nastrój. Konfrontacja ta jest dotkliwsza dla młodych ludzi, którzy dopiero uczą się życia i mechanizmów, które w nim działają. Obserwowanie innych w sieci może też wywoływać taki stan ciągłego dążenia do ideału, który przecież w realnym świecie nie istnieje. Może to też przekładać się na wyidealizowany obraz bliskich relacji. Wizja idealnej miłości płynąca z mediów społecznościowych bardzo rzadko pokrywa się z miłością w prawdziwym życiu.
– Są kraje, m.in. Holandia, w których wprowadzono ustawowy zakaz używania telefonów komórkowych w szkole.
– Tak jest istotnie. W Polsce w statucie szkoły te sprawy mogą być regulowane i są placówki, gdzie podczas lekcji telefony uczniów leżą w specjalnym pudełku na biurku nauczyciela. Coraz częściej mówi się nie tyle o problemowym korzystaniu z internetu, mediów społecznościowych czy gier, ale bardziej ogólnie o problemowym korzystaniu z różnych urządzeń, co przekłada się na tak zwany „czas ekranowy”. Tak więc nie tak istotny w kontekście problemów ze zdrowiem psychicznym jest rodzaj oglądanych treści, co po prostu czas spędzany przed ekranem. Jeśli telefon staje się centralnym elementem życia, to możemy mówić o problemie. Zakaz używania go podczas lekcji czy w ogóle na terenie szkoły to dobry kierunek. Przy okazji chciałbym wspomnieć o zmianach wprowadzonych w 2024 r. w szwedzkich szkołach. Tam przez kilka lat uczniom zaproponowano korzystanie z nowinek technologicznych w szkole, dzieci używały tabletów, komputerów zamiast konwencjonalnych przyborów szkolnych, czyli książek, zeszytów, długopisów. Rząd Szwecji położył bardzo duży nacisk w ostatnich latach na to, aby ich kraj stał się liderem edukacji cyfrowej. Nacisk kładziono na wykorzystywanie różnych nowinek technologicznych w edukacji. Okazało się, że mimo obiecujących korzyści, nastąpił u niektórych uczniów regres ważnych umiejętności, m.in. pisania odręcznego, osłabiła się koordynacja ręka-oko. Dzieci miały większe problemy z ortografią oraz słownictwem, co całościowo prowadziło do większych trudności związanych z rozwojem językowym. Ostatecznie władze zdecydowały się na zmniejszenie wykorzystywania nowinek technologicznych i powrót do tradycyjnych metod, np. większej liczby ćwiczeń wykorzystujących odręczne pisanie, zwiększenie liczby drukowanych podręczników. Jestem zwolennikiem opinii, że nowe technologie to przede wszystkim narzędzia, które wymagają wiedzy i kompetencji, aby z nich prawidłowo i bezpiecznie korzystać.
– Jeśli to narzędzie dostaje do ręki już dziecko dwu- lub trzyletnie, to trudno mówić o odpowiedzialnym użytkowaniu.
– To po stronie rodziców leży przygotowanie dzieci do korzystania z nowych technologii, bo oni najbardziej znają swoje dzieci. Oczywiście do działań na rzecz higieny cyfrowej powinna włączyć się też szkoła, ale incydentalne pogadanki na ten temat na lekcji nie będą wystarczająco skuteczne. Rodzic powinien być zainteresowany tym, co jego dziecko w sieci ogląda, kogo obserwuje, do jakich grup należy? Czy ten, kogo obserwuje to patostreamer, czy może ktoś, kto prowadzi ciekawe eksperymenty z chemii i przybliża w przystępny sposób świat nauki. Warto się w to z życzliwością włączyć. Nie demonizowałbym korzystania z nowych technologii. Są badania, które wskazują, że korzystanie z mediów społecznościowych jest szkodliwe, ale są i takie, z których wynika, że dzięki nim może nastąpić np. poprawa umiejętności komunikacyjnych ich użytkowników. Traktując nowe technologie jak narzędzie, musimy wiedzieć, że niosą za sobą pewne ryzyko. Tak jak nóż jest ostrym narzędziem, którym możemy zrobić sobie lub innym krzywdę, co nie oznacza, że pozbędziemy się go z kuchni. Nie można jednak wyeliminować z życia ryzyka. Warto je minimalizować.
– Czyli przed publikacją jakiegoś zdjęcia warto mieć świadomość, że nawet po latach nasz pracodawca będzie mógł się do tego odnieść.
– Podzielę się tutaj pewną swoją historią, którą analizowałem. Wiąże się ona z rekrutacją pewnego kandydata na wysokie stanowisko pewnej korporacji. Dociekliwi użytkownicy sieci odnaleźli fotografię sprzed wielu lat, na której ów człowiek trzyma za pierś swoją żonę/partnerkę. Post jest uzupełniony jakimś niewybrednym komentarzem. Zanim ten mężczyzna otrzymał stanowisko, została mu już przypięta łatka „prostaka” i „chama”. Z powodu jednego zdjęcia umieszczonego na Facebooku wiele lat temu…
– Mam wrażenie, że to, o czym rozmawiamy, jest powszechnie wszystkim wiadome…
– Ale nadal wszyscy popełniamy błędy, nawet ludzie dojrzali, dorośli, którzy powinni dawać przykład dzieciom. Powinniśmy się zastanowić, czy aby na pewno opublikować zdjęcie swojego małego, roznegliżowanego dziecka na plaży? Wiemy, że nie należy tego robić, a nadal takie zdjęcia trafiają do sieci. Jeśli będziemy spędzać długie godziny przed telefonem czy przed laptopem, nie oczekujmy, że nasze dzieci będą chciały czas spędzać inaczej. Ale dodajmy coś pozytywnego – w sieci dzieci szukają też treści pożytecznych, mogą rozwijać swoje zainteresowania. Sporo można dowiedzieć się o zainteresowaniach dzieci, przyglądając się ich aktywności w sieci. To może być dobry punkt wyjścia do rozmów z nimi i aktywności w realu.
– Moje osobiste doświadczenie jest takie, że kiedy syn pochwalił się, że robi nagrania z tego, jak gra i to udostępnia, to najpierw się zaniepokoiłam. Miał wtedy może 12 lat, może mniej i pomyślałam – po co, kto tego słucha? Po wysłuchaniu tych nagrań pomyślałam sobie, że można to potraktować jako rodzaj ćwiczeń wystąpień publicznych, uspokoiłam się. Dostrzegłam w tym jakąś wartość.
- Jeśli dziecko tworzy jakieś filmiki związane ze swoimi zainteresowaniami, to zwykle jest to związane z tym, że będzie oceniane. Warto wówczas zainicjować rozmowę o hejcie, którego dziecko może doświadczyć. Zmierzenie się z rozlicznymi, krytycznymi komentarzami dotyczącymi naszej działalności jest trudne nawet dla osób dorosłych. Warto uświadomić młodemu człowiekowi, że krytyczne uwagi nie powinny zniechęcać do rozwijania pasji, że całe życie konfrontujemy się z uwagami na temat tego, co robimy i jacy jesteśmy. Trzeba też wyraźnie podkreślić, że krytyka w sieci nie zawsze jest wiarygodna, generują ją niekiedy trolle, boty, to wszystko ma sprzyjać wywołaniu dyskusji, emocji, najczęściej negatywnych, podtrzymywać uwagę użytkowników sieci. A z drugiej strony warto pamiętać, że to, że jakiś materiał otrzymuje niezliczoną liczbę lajków nie świadczy o jego wartości. W czasie pandemii pojawiało się wiele informacji na temat szkodliwości szczepień, które miały rzeszę zwolenników, co nie oznacza, że szczepić się nie powinniśmy.
– Na koniec może jakiś dekalog dotyczący korzystania z mediów społecznościowych?
– Media społecznościowe nie są złe. To jest pewne narzędzie, którym powinniśmy nauczyć się zarządzać. Musimy wszyscy, zarówno dorośli, jak i dzieci, ograniczać czas ekranowy i dbać o inne aktywności życiowe. Korzystając z sieci, powinniśmy z rozwagą zamieszczać tam zdjęcia i treści, pamiętać, że nie jesteśmy nigdy anonimowi, nawet wówczas, gdy nie posługujemy się własnym nazwiskiem. Rodzice powinni interesować się tym, jakie treści obserwują ich dzieci. To daje możliwość szybkiej interwencji, kiedy są niewłaściwe, ale też poszerzonej dyskusji, kiedy dotyczą zainteresowań dziecka. Czasami to włączenie się w życie online dziecka może stać się punktem wyjścia do rozmów o jego realnych potrzebach i problemach.
– Dziękuję za rozmowę!
Piotr Grajewski jest psychologiem związanym z Uniwersytetem Warszawskim, specjalizującesię w stresie traumatycznym i realcji człowiek-technologia, ze szczególnym uwzględnieniem uzależnień behawioralnych. Realizuje grant Narodowego Centrum Nauki dotyczący metapoznania w problemowym graniu i współpracuje przy projektach badających skutki pandemii COVID-19. Współpracuje z organizacjami pozarządowymi zajmującymi się zdrowiem psychicznym. Pełni funkcję członka zarządu Polskiego Towarzystwa Badań nad Stresem Traumatycznym (PTBST) oraz Europejskiego Towarzystwa Badań nad Stresem Traumatycznym (ESTSS).
1,5 % dla ANTKA http://warszawa.caritas.pl/pomoc/