O zaburzeniach więzi i lękowym modelu przywiązania

O zaburzeniach więzi i lękowym modelu przywiązania

Agnieszka Wójcik

Dziś to ludzie spragnieni, którzy szukają zaspokojenia. Są wygłodniali – szukają wypełnienia za wszelką cenę. W rzeczach, w wydarzeniach. Najbardziej w ludziach. By przestać czuć pustkę. By poczuć ulgę. Jedzą i nie przestają łaknąć. Otrzymują i żądają więcej. Głód nie znika. Samotność i pustka straszą nieskończonością.

Właściwe dla okresu dzieciństwa potrzeby – gdy nie są zaspokojone we właściwym czasie i we właściwy sposób – rosną, a zachowania dorosłych z takim deficytem stają się destrukcyjne. Dorośli, którym w dzieciństwie zabrakło opiekuna (był nieobecny fizycznie, emocjonalnie) dziś są w stanie zrobić wszystko, by mieć kogoś dla siebie, przy sobie – na wyłączność, do dyspozycji o każdej porze. Niezauważona, pominięta lub świadomie zaniedbana potrzeba wieku dziecięcego potrafi przerodzić się w zaburzenie więzi, czyli niekończącą się, niekiedy obsesyjną potrzebę posiadania opiekuna, mentora, przewodnika. 

Korzystanie z zasobów autorytetu, inspirowanie się dorobkiem innych ludzi to naturalna i zdrowa ludzka potrzeba. Gdy staje się przymusem – dochodzi do anomalii. Ludzie bywają zdesperowani, radykalni w poszukiwaniu czegoś, co ich zaspokoi. Sięgają po substancje psychoaktywne, wpadają w uzależnienie od pracy, podejmują zachowania ryzykowne. Kiedyś bardzo głodni – aż do utraty tchu wołali o uwagę, obecność i miłość. Nie otrzymali. Dziś próbują zagłuszyć ból, który się w nich zakorzenił i rozrósł. Są zdesperowani, czasem bezwzględni. Gdy pojawia się potencjalny dawca – zostaje osaczony przez ich niekończące się oczekiwania: bądź przy mnie zawsze, bądź tylko dla mnie. 

Dorosły z deficytem więzi 

Osoba z deficytem więzi na różne sposoby próbuje zbudować realcję z drugim człowiekiem. Stosuje rozmaite taktyki, manipuluje – by osiągnąć swój cel. Może być to działanie nieświadome, nierozpoznane, mimo że deficyt wieku dziecięcego staje się dominantą wszystkich wyborów, decyzji, działań. Robi wszystko, by choć przez chwilę poczuć ulgę. Ale doświadcza jedynie chwilowego ukojenia. Czar pryska, gdy zostaje sama, ponieważ kończy się rozmowa, wymiana wiadomości czy spotkanie. Rozstanie – choćby na krótką chwilę – może wywołać poczucie odrzucenia. Pojawiają się destrukcyjne myśli, które są kalką dziecięcych lęków, eskalują z podobnym natężeniem. W dzieciństwie są to zachowania uzasadnione, ponieważ rodzic nie wracał, nie zajmował się, nie dbał. Dziś – niedopasowane do sytuacji.

Osoby, które desperacko poszukują drugiego człowieka, osaczają go swoimi potrzebami, nie pozostawiają przestrzeni – bywają określane toksycznymi. Nie każdy jest gotowy, chętny i zdolny do tego, by analizować powody takiego zachowania. Od wielu osób można więc dziś usłyszeć radę, by odciąć się – zerwać kontakt, zostawić. Niektórzy korzystają z tej rady i rezygnują z relacji, ponieważ ciężar oczekiwań jest za duży, a zasoby niewystarczające, by zaspokoić dorosłego. To on w dzieciństwie przeżył jakiś rodzaj odrzucenia, a dziś każde jego pragnienie jest nabrzmiałe brakiem, którego kiedyś doświadczył. 

Słowo odcięcie może kojarzyć się z bólem, ale jest również w stanie ten ból wywołać. Dziś często nadużywane, bo wypowiadane i realizowane pochopnie, nieadekwatenie do sytuacji. Wykorzystywane przez specjalistów i celebrytów. Coraz częściej wypowiadane przez młodzież i dzieci. Używane do ataku, obrony. Bywa straszakiem lub wyrazem bezsilności. Ma szybko załatwić sprawę, skrócić lub wywołać cierpienie. Stało się sposobem na bezsilność i na niecierpliwość. Jest atrakcyjne, popularne, skuteczne i nadużywane. Jest świadkiem dramatów i ulgi. Wolności i zranienia. Czasem boli i przywraca zdrowie. Innym razem tylko boli.

Dorośli zranieni w dzieciństwie odrzuceniem, skazani na samotność, nieprzerwaną tęsknotę są szczególnie wrażliwi na takie określenia. Informacja o planowanym rozstaniu może stać się dla nich zapłonem fali destrukcyjnych myśli czy działań. 

Zdarza się, że ktoś wiele lat korzysta z potencjału innych, wykorzystuje ich. Nie potrafi samodzielnie myśleć i podejmować decyzji. Staje się zależny od drugiego człowieka. Osoba, która stała się ofiarą takiego działania, ma obowiązek szukać rozwiązań, które uwolnią ją od nadużyć. Ale warto być uważnym w ocenie sytuacji i ostrożnym w podejmowaniu decyzji. Człowiek, który przeżył jakąś postać dziecięcego osamotnienia, może być w dorosłości pozbawiony umiejętności wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Ma wówczas nadmierną, ponadprzeciętną potrzebę posiadania opiekuna. Przywiązuje się do drugiego człowieka w relacji partnerskiej, przyjacielskiej. Nieustannie traci tych, którzy nie wytrzymali, odeszli, podjęli decyzję o odcięciu i zyskuje nowych. Przeżywa ból odejścia i trud budowania zaufania. Traci i szuka relacji. Zdarzają się ucieczki od ludzi, od samego siebie. Nowe kreacje, inne miejsca. Ale jest to pozór zmiany. Przefarbowana rzeczywistość to nadal ten sam wewnętrzny dramat. To kolejne poszukiwanie i przyklejenie się do kogoś, by przestać czuć ból. Inne miejsce, nowy człowiek, ale ta sama niekończąca się potrzeba bycia chronionym przez czyjąś obecność. Odcięcie, choć czasem konieczne, może wzmocnić w nim poczucie bycia bezwartościowym.

Zbalansowana wymiana – biorę i daję

Niektórzy pomagają uszczelnić dziecięce deficyty poprzez budowanie relacji, która przypomina tę między opiekunem i dzieckiem. Wychodzą np. z założenia: Nigdy nie otrzymałeś, więc dziś ci dam, byś przestał łaknąć. Doświadcz, nakarm się. Taki zabieg – jeśli jest celowy – może okazać się pomocny, ponieważ pozwala niekiedy po raz pierwszy doświadczyć bezinteresownej obecności drugiego cłowieka lub przywołać w pamięci takie doświadczenie. Ale może być też wynikiem potrzeby dawcy, który poprzez poświęcenie i ofiarność zaspokaja własne deficyty. 

Niezależnie od rodzaju i intencji świadczonej pomocy należy pamiętać, że – choćby ktoś dał w nadmiarze – nie wypełni całkowicie braku, nie nakarmi do syta, do momentu, by przestać odczuwać głód. Pewne rzeczy są właściwe dla danego okresu rozwoju i tylko w tym czasie mogą być zrealizowane w sposób naturalny, właściwy i pełny. Dlatego dawanie i towarzyszenie powinny być równoważone pracą nad dążeniem do samodzielnych decyzji, niezależnych kroków. Jeśli tej pracy zabraknie – zasoby dawcy wyczerpują się, a on jest nadmiernie eksploatowany. Dochodzi do zachwiania równowagi, która jest możliwa do osiągnięcia tylko wtedy, gdy w relacji następuje zbalansowana wymiana – biorę i daję.

Człowiek, który próbuje w dorosłym życiu zrekompensować braki dzieciństwa poprzez budowanie z kimś relacji jednostronnej, w której nie ma harmonii, musi liczyć się z tym, że usłyszy w pewnym momencie informację o rozwodzie, rozstaniu, zakończeniu znajomości. Dziś modne stało się określenie „wewnętrzne dziecko”. Taki obraz może być pomocny w zrozumieniu i zaakceptowaniu stanu bycia dorosłym-niedorosłym oraz początkiem procesu uzdrowienia ran przeszłości. Potrzeba znalezienia czegoś pomiędzy „należy mi się” a „jestem w stanie dać to sobie”. Osobom, które były pozbawione zaufanego dorosłego, nie wystarczą popularne rady: „pokochaj siebie, zaopiekuj się sobą”. Te i podobne zwroty nie znajdują prostego zastosowania u ludzi, którzy nie posiadają prawidłowych wzorców – nie doświadczyli od opiekunów: zaspokojenia potrzeby bliskości, regulacji emocji, poczucia bezpieczeństwa. 

Dziś są gotowi wypowiedzieć zdanie: „Porzucę siebie dla ciebie, byś ty mnie nie porzucił”, a drugi człowiek staje się dla nich wszystkim. Oni znikają, podporządkowując swoje życie ciągłym staraniom o to, by zatrzymać przy sobie tego, kto będzie ich stymulował nieustannym poświęceniem się. Zanim więc będą gotowi, by tworzyć dobrą relację z samym sobą, potrzebują zmierzyć się z przekonaniami z dzieciństwa, które wyrosły na fundamencie zaniedbań, nadużyć, braków. 

Człowiek często rośnie w poczuciu bycia niewystarczającym, winnym, niezasługującym na miłość. Dlatego w dorosłości powtarza zdania: „Jak mam żyć? Spraw, by moje życie było wartościowe”. Nie zawsze wypowiada je na głos, ale zawsze jasno komunikuje poprzez sposób zachowania. Szukanie miejsca, gdzie będzie się chcianym, akceptowanym, kochanym bez warunków, staje się potrzebą nadrzędną, a wszystko inne jej podporządkowuje. 

Gdy relacja jest bezpieczna, czyli zbudowana na bezwzględnej akceptacji i braku oceny – można dotknąć prawdy, która w innych okolicznościach mogłaby być nie do zniesienia. Dlatego potrzeba kogoś, kto zaprowadzi do niej w bezpieczny sposób, by zaczerpnąć mądrość potrzebną na dziś. Tak powinno wyglądać przyglądanie się życiu, sięganie do przeszłości. Robi się to tylko po to, by zrozumieć teraźniejszość i świadomie żyć. A świadomość, że pragnienia mogą mieć podłoże schematów uformowanych w dzieciństwie i że nic i nikt nie wypełni braku – to dla osób tkwiących w lękowym modelu przywiązania wyjściowa, by stawiać kroki na drodze samodzielnego, odpowiedzialnego życia. Zanim jednak człowiek stanie w tym miejscu i rozpocznie się proces uzdrawiania więzi, wielokrotnie wchodzi w relacje, w których dominuje chęć zaspokojenia pragnienia drugim człowiekiem. 

Dziecko, które nie mogło liczyć na stałą i bezpieczną obecność zaufanego opiekuna – staje się dorosłym, którego potrzeba bliskości i lęk przed odrzuceniem są dominantą w codziennym życiu. Dorosłość staje się emocjonalnie lustrem dzieciństwa. Odbija się w niej smutek samotnie spędzanych dni, obawa o pozostanie samemu, zazdrość o relacje z innymi, troska o opiekuna. Dziś tak wielu dorosłych ludzi ma tożsamość zbudowaną na byciu dzieckiem.

Kiedyś, gdy jako dziecko starali się zaspokoić potrzeby rodzica, by ten przy nich trwał – dziś jako dorośli są gotowi do ustępstw, poświęcenia, zaniedbania swego – by ich nie opuszczono. Są nadmiernie uważni i zatroskani o sprawy drugiego, kosztem swoich spraw i dobrostanu. Kontrolują, sprawdzają, upewniają się. Potrzebują być w stałym kontakcie. Nigdy w obecności człowieka, który jest dla nich całym światem, nie zachowują się naturalnie. Wciąż coś poprawiają, udoskonalają, korygują. Zgadzają się na wszystko, są ulegli, nie odmawiają, są gotowi wszystko poświęcić – nawet własne życie. 

Lękowy model przywiązania

Człowiek z lękowym modelem przywiązania jest zawsze do dyspozycji – niezależnie od możliwości, kondycji i okoliczności. Każdą radę przyjmuje jak drogowskaz, wyrocznię. Deklaruje wierność, miłość, ale prawda jest w jego uczuciach, nie w słowach. W każdej postawie, zachowaniu próbuje pasować do oczekiwań, które sam formułuje. Traci swój głos, ponieważ wszystko podporządkowuje drugiemu. Każde jego działanie jest w jakiś sposób interesowne, szuka korzyści, uciszenia cierpienia, które jest nie do zniesienia. Jego bezwzględnym celem jest zatrzymanie przy sobie drugiego człowieka. A ten cel wynika z przebrzmiałej potrzeby bycia bezpiecznym, kochanym, akceptowanym. Do relacji wnosi napięcie związane ze spotkaniem, obawę, że nie zostanie zaakceptowany i lęk przed odrzuceniem. Z jednej strony jest pragnienie tej osoby, jej bliskości i budowania zdrowej zbalansowanej relacji. Z drugiej strony znajduje się lęk przed tym, że ona odejdzie i nieustanne obwinianie się za to, że nie jest się wystarczającym, godnym tej relacji, zasługującym na uwagę, troskę, miłość.

Brak, który zrodził się w okresie dzieciństwa może mieć różne imiona. Każda krzywda, zaniedbanie, przemoc wywołują nie tylko ból fizyczny, ale rodzą osamotnienie. Gdy człowiek w dzieciństwie zostanie ubrany w płaszcz samotności – jako dorosły nie potrafi się tego ubrania pozbyć. Odkrycie, odsłonięcie często wydaje się być niemożliwe, za trudne, ponieważ doświadczenie przeszłości pokazuje, że każda odsłona przynosi kolejne zranienie. Dziecko, które płacze, a rodzic nie reaguje lub odpowiada krzykiem – to w przyszłości dorosły, który zaniedbuje i nie wyraża własnych potrzeb.

Ludzie tkwią w ukryciu. Obawiają się osądu, niezrozumienia, odrzucenia. Nie są prawdziwi przy innych ani sami ze sobą. Tkwią w relacjach, w których otrzymują miano toksycznych, bo ich zachowanie jest szkodliwe, raniące. Tracą relacje, pogrążają się w rozpaczy. Nie rozumieją, dlaczego po raz kolejny ktoś odszedł i z nich zrezygnował – czują się odrzuceni. Próbują inaczej, od nowa. Ale znów się przywiązują tak bardzo, że zaczyna boleć. Po raz kolejny ktoś nie wytrzymuje.

Jak poradzić sobie z tym głodem, by nie żerować na innych, by budować relacje oparte na wolności? Z pomocą przychodzą różne rodzaje terapii. U niektórych osób są skutecznymi sposobami na uzdrowienie, ukojenie wewnętrznego dziecka. Ludzie cierpiący z powodu nieumiejętności tworzenia prawidłowych relacji, z lękowym stylem przywiązania potrzebują człowieka, który ich zrozumie. 

Zuważenie dzieciństwa przeżytego w otoczeniu niezrozumienia ich potrzeb, w otoczeniu bezwzględnych dorosłych, nieobecnych lub niewystarczająco obecnych fizycznie lub emocjonalnie opiekunów to punkt wyjścia do pracy nad poprawą obecnego życia. Ale jednostronne przyglądanie się temu okresowi polegające na wydobywaniu tylko trudnych momentów nie jest kompletnym obrazem rzeczywistości. Warto uświadomić sobie, że dzisiejsze poszukiwanie opiekuna, staranie się o jego uwagę może być tak naprawdę ucieczką przed czymś, co wymaga głębszego wglądu. Niektórzy próbują się w ten sposób znieczulić, ale to dopiero brak znieczulenia pokazuje, gdzie naprawdę boli. Dlatego – oprócz zranień, wspomnień o trudnym dzieciństwie – potrzeba wydobycia z przeszłości chwil, które pozwoliły dziecku przetrwać: ochroniły, zbalansowały cierpienie, ukoiły. Wszystkie takie momenty, dobre wydarzenia, życzliwe postacie z przeszłości są pomocne w uszczelnianiu wspomnień i nadaniu im sensu. 

Wiele nierozwiązanych emocji, które mają wpływ na obecne życie, sprawia, że dorosły utyka w negatywnej narracji o samym sobie. W narracji, która jest wynikiem tego, jak funkcjonował w dzieciństwie – w przeświadczeniu o tym, że musi zasłużyć, przekonać opiekunów do swojej wartości, brać odpowiedzialność za wszystko wokół. Człowiek potrzebuje nauczyć się zmieniać tę narrację poprzez doświadczanie spotkań z ludźmi, wobec których może być prawdziwy bez lęku, że go odrzucą. Potrzebuje doświadczyć obecności drugiego człowieka, który go nie wykorzysta. 

Jeśli kiedyś nikt nie zwolnił go z tej odpowiedzialności i wysiłku starania się ponad miarę – dziś reaguje w podobny sposób, jak dawniej. „Żyj tu i teraz” to nieosiągalny stan, ponieważ niedopasowane do obecnej chwili reakcje są jak kalka zachowań z przeszłości, mimo że zagrożenie nie jest realne. Jeśli kiedyś uwaga dorosłego skupiała się na dziecku tylko wtedy, gdy było chore – dziś może rywalizować z innymi o uwagę poprzez eksponowanie cierpienia. Wtedy był to skuteczny sposób na zainteresowanie sobą i zdobycie namiastki bliskości – dziś powoduje utknięcie w manipulacji. Cierpienie może być prawdziwe, ale – gdy dorosły dzięki niemu osiąga cel, bo wzbudza litość – utyka w postawie zależności: muszę być słaby, by zasłużyć na uwagę. Realizuje scenariusz, którego boi się najbardziej – naraża się na utratę człowieka, ponieważ niewielu jest w stanie wytrwać w towarzyszeniu komuś w niekończącej się spirali cierpienia.

Dobre relacje w dorosłym życiu

Aby budować dobre relacje w dorosłym życiu, potrzeba posiadania w dzieciństwie bezpiecznej więzi w postaci zaufanego dorosłego, który poprzez to, jak się zachowuje, co robi i w jaki sposób robi – pomaga dziecku zbudować fundament bezpieczeństwa. Kształtuje jego interpretację otaczającego świata. Jeśli opiekun jest obecny fizycznie i emocjonalnie, reagujący, kojący, delikatny, wspomagający, wiarygodny, wyrozumiały – pierwszy sygnał, jaki otrzymuje dziecko na temat życia brzmi: „Jestem przy tobie, możesz na mnie polegać, wszystko jest w porządku”. Takie wyposażenie w przekonanie o przewidywalnym, bezpiecznym otoczeniu jest niezbędne, by przeżywać dorosłość bez poczucia zagrożenia, nie aktywować reakcji obronnych w momentach, które tego nie wymagają.

Wystarczającym dowodem na wystąpienie jakiegoś deficytu więzi w dzieciństwie nie jest pamięć o tym czasie, ale sposób zachowania się – powielanie tego, co było. Jeżeli opieka nie była wystarczająca, by regulować emocje dziecka, by zapewnić mu warunki do wzrostu – człowiek, zamiast się rozwijać, skupia się na przetrwaniu i kształtuje przekonanie o swojej bezwartościowości poprzez postawę nieustannego starania się, rywalizację, zasługiwanie na uwagę.

Wymagające sytuacje, trudne zadania, nowe role, relacje przywiązania mogą pomóc w skonfrontowaniu się z nieumiejętnością radzenia sobie z realiami dorosłego życia. Aktywują emocje i zachowania, które wymagają wypracowania nowych sposobów przeżywania i radzenia sobie z rzeczywistością. Wyzwalają różne reakcje, które pokazują, czy ktoś jest gotowy do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. 

Każda relacja – szczególnie ta, w której zostały zaburzone proporcje brania i dawania – wyostrza spojrzenie na to, w jakim jest się miejscu. To właśnie taka relacja może być zaczynem do pracy nad poprawą jakości swego życia i rozbrojeniem fundamentów przeszłych zranień.